Ile masaży powinnam/powinienem wziąć? To pytanie często pada ze strony klienta przy pierwszej wizycie u masażysty.

Kiedy idziemy na rehabilitację refundowaną przez NFZ, praktycznie zawsze zaaplikują nam 10 zabiegów, niezależnie od jego typu, od schorzenia, które ma wyleczyć, czy naszego samopoczucia i naszych rzeczywistych potrzeb. Widocznie NFZ zawsze płaci za 10 zabiegów, bez wnikania w to, ile faktycznie pacjentowi jest potrzebne. A pacjenci też niespecjalnie się nad tym zastanawiają – może dlatego, że z NFZ-tem dyskusja jest trudna. Poza tym nasze umysły lubią okrągłe liczby. Stąd i często na wizytach prywatnych tak samo proponowane jest od razu 10 zabiegów. A nie zawsze to ma sens. Nie da się stwierdzić po pierwszym masażu, a tym bardziej jeszcze przed nim, ile faktycznie razy trzeba się oddać w ręce masażysty, aby uzyskać zadowalającą poprawę zdrowia.

Bywa i tak, że po jednym masażu uzyskujemy całkowite ustąpienie objawów. Najczęściej trzeba jednak wykonać kilka zabiegów terapeutycznych. Kilka nie oznacza od razu dziesięciu. Dążenie do zaaplikowania klientowi serii 10 zabiegów niekonieczne musi pozytywnie wpłynąć na stan jego zdrowia i także portfela. Doświadczony masażysta jest w stanie stwierdzić po kilku spotkaniach z klientem, na ile dolegliwość, z którą do niego przyszedł, ustępuje i czy wykonywane masaże są odpowiednio dobrane. Są oczywiście przypadki schorzeń, w których seria 10, czy nawet 15 masaży nie będzie wystarczająca do uzyskania zamierzonego efektu. Dotyczyć to może zarówno schorzeń układu ruchu, wspomagania leczenia napięciowego bólu głowy, ale także zabiegów bardziej kosmetycznych. Przy walce z cellulitem masażami bańką chińską, seria 15 zabiegów może czasem być za mała do osiągnięcia zadowalającego rezultatu. Dlatego tak ważne jest indywidualne podejście do każdego klienta i kierowanie się jego rzeczywistymi potrzebami.

Leczniczy masaż pleców

Dużym błędem popełnianym przez pacjentów jest traktowanie zabiegów masażu tylko jako doraźnego środka, który ma szybko rozwiązać jakiś problem zdrowotny. Biorą serię choćby nawet tych 10 masaży, a kiedy tylko objawy bólowe przemijają, kończą terapię i rezygnują całkowicie z masaży na długi okres. Aż do następnego poważnego nawrotu objawów choroby.

Tymczasem masaż to także znakomita profilaktyka, która może nas uchronić przed skutkami współczesnej epidemii schorzeń kręgosłupa, związanej z brakiem ruchu i siedzącym trybem życia.

Zapominamy coraz bardziej, że ciało człowieka jest dostosowane do długich wędrówek (dla sporej już części społeczeństwa jest to obecnie nawet trudne do wyobrażenia), a nie do siedzenia po kilka – kilkanaście godzin przed komputerem. Siedzący tryb życia czyni spore spustoszenia w naszym organizmie, powoduje powstawanie poważnych zwyrodnień kręgosłupa i układu ruchu. Dzieje się to powoli, przez długie lata. Zauważamy to dopiero, kiedy ból sygnalizuje nam problem, a wtedy jest to już najczęściej problem poważny, a zmiany chorobowe zaawansowane.

Najnowsze tendencje w zachowaniach ludzi idą niestety jeszcze dalej w złą stronę. Składamy ofiarę ze swojego zdrowia już nie tylko ekranowi komputera i telewizora. Na każdym kroku widać coraz więcej osób siedzących lub stojących z pochyloną głową nad telefonami komórkowymi, z nienaturalnie wygiętą szyją, przeciążonymi mięśniami karku i szyi, przykurczonymi ramionami. Konsekwencje już są widoczne. Jak pokazują najnowsze dane, bóle szyi, pleców, głowy będące efektem zwyrodnień odcinka szyjnego kręgosłupa, pojawiają się u coraz młodszych ludzi na niespotykaną wcześniej skalę.

Co z tym zrobić? Całkowita zmiana sposobu życia i pracy, rezygnacja z komputerów i komórek jest niemożliwa. Pozostaje więc zdrowy rozsądek i profilaktyka. Ćwiczenia, spacery, sport – każda forma ruchu będzie wskazana. Odpowiednimi, regularnymi ćwiczeniami i masażami można zahamować konsekwencje tego, jak obecnie funkcjonujemy w nowoczesnym, technologicznym świecie.

Dlatego  dotychczasowe podejście, polegające na wzięciu np. 10 masaży w momencie pojawienia się ostrego stanu schorzeń zwyrodnieniowych, bądź napięciowych, a później całkowita rezygnacja z zabiegów na dłuższy okres, do następnego poważniejszego powrotu choroby – nie ma już większego sensu.

Dostosowując się do siedzącej rzeczywistości trzeba zmienić myślenie o masażach jako o środku wyłącznie doraźnym. Zdecydowanie lepiej dla naszego zdrowia będzie zacząć korzystać z usług masażysty tak, jak z usług fryzjerki, czy kosmetyczki – z pewną mniejszą lub większą ale jednak stałą regularnością.


Podziel się